Nie posmarujesz – nie pojedziesz


Jakiś czas temu dodałem na pewien portal niusa konwentowego. Ponieważ sam prowadzę wiele stron informacyjnych, wiem co można uznać za ważną informację, a co za zwykłą reklamę, bez głębszej wartości merytorycznej.  Mój news był raczej tym pierwszym, zawierał bowiem  ceny wejściówek na konwent (i tylko to – bez żadnych przymiotników chwalących imprezę), a więc recz naprawdę podstawową. Oczywiście po kilku godzinach moderator udostępnił go, po czy po kilku następnych skasował…

Trzeba przyznać, że portal przesunął informacje o cenie do opisu konwentu. Do tych jednak mało kto zagląda i nie ma żadnego sposobu na domyślenie się, że pojawiły się tam nowe dane. Wystosowałem więc oficjalny protest, po którym dowiedziałem się, że mój nius nie spełnia warunków serwisu, ze względu na małą wartość informacyjną, a redakcja musi dbać o to, by użytkownik nie utonął w zalewie nowych wiadomości. Odpisałem, że przecież mówi on o cenie konwentu, gdy wiszące już na tym portalu inne o zazwyczaj pojedynczych atrakcjach.

Otrzymałem więc drugą odpowiedź, że może to i racja, ale przecież redakcja otrzymuje codziennie wiele niusów, a zamieszcza tylko niektóre  – dla dobra czytelników. Odpisałem, że przecież w dziale z konwentami nowa wiadomość pojawia się raz na dwa – trzy dni, więc trudno mówić o topieniu kogokolwiek.

Zbliżamy, się do końca mojej przygody, oto w ostatnim mailu otrzymałem, to czego spodziewałem się od początku. Zawierał on, oprócz kolejnych informacji o wytycznych dodawania nowości, takie ostatnie zdanie: Jeżeli chciałby Pan aby były publikowane wszystkie wieści odnośnie konwentu [...] jesteśmy otwarci na propozycje i współpracę.

No i wszystko jasne. Gdybym od razu poprosił serwis o patronat, zapłacił kilkoma wejściówkami, przeszedłby każdy nius. Trzeba tylko odpowiednio posmarować i można już jechać.

Tylko sposób proponowania współpracy jakiś taki dziwny. Kasowanie nowości z dużą wartością informacyjną, gdy poniekąd misją serwisu jest serwowanie informacji… To właściwie ociera się o szantaż – nie zapłacisz nam, nie będzie nawet podstawowych nowości o Twoim konwencie. Zapłacisz – pozwolimy Ci władować każdą, nawet najbardziej „pustą” reklamę.

Trochę mi się przykro zrobiło, że po tym jak pięć lat dodawałem informacje na ten serwis, przyczyniając się bądź, co bądź do jego rozrostu, dostałem przysłowiowego kopa w cztery litery. Być może redakcja uznała, że ich zbudowany w końcu w większości na materiałach przysyłanych przez ludzi z zewnątrz, czy też rotacyjnych członków redakcji, portal jest już na tyle duży, iż sam może dyktować warunki. Teraz tym samym ludziom, których do jeszcze niedawna zachęcano do współpracy i dodawania informacji, będzie przedstawiać się „propozycję nie do odrzucenia”.

Oczywiście szarzy użytkownicy na razie są bezpieczni. Na początek ucierpią, Ci którzy mają czym zapłacić: konwetny i wydawnictwa. Co się jednak odwlecze, to nie nie uciecze… Ciekawe tylko, jaką propozycję otrzymają zwykli czytelnicy?