Konwenty umierają?
Przeglądałem ostatnio listę nadchodzących konwentów na Informatorze Konwentowym i zauważyłem ze zdziwieniem, że do końca roku obędą się jeszcze jedynie cztery imprezy, a na rok przyszły zapowiedziane są również jedynie cztery imprezy. Jak sięgnąłem pamięcią rok, dwa lata wcześniej, to o tej porze kalendarz był praktycznie do maja zapełniony. Dodatkowo sprawdziłem – w latach ubiegłych w jesiennym okresie (wrzesień-grudzień) odbywało się ponad dwadzieścia imprez, w tym roku jedynie kilkanaście. Praktycznie od początku tego wieku mieliśmy stały wzrost liczby tego typu wydarzeń, a tu nagle wyłonił się trend zgoła odmienny. Można się się zastanawiać, czy to poważne załamanie konwentowego rynku, czy też po prostu skończył się imprezowy boom lat 2005-2007 i obserwujemy chwilowe tylko zmniejszeniem ich ilości .
Osobiście uważam, że istnieją trzy powody obecnego stanu.
Po pierwsze jest to koniec wspomnianego przed chwilą boomu – większość ekip, które wzięły się wówczas za robienie konwentów w celu udowodnienia sobie i innym, że zorganizowanie imprezy tego typu jest możliwe do zrealizowania nie tylko przez „stary fandom” (z punktu widzenia roku 2005) – zrobiło już swoje. Po trzech, czterech edycjach nie ma już potrzeby dalszego samospełniania się, a to w końcu jest praktycznie jedynym zyskiem twórców konwentów.
Po drugie na wspomnianej fali szybkiego rozwoju, szczególnie w roku bieżącym i 2007 ogromnie wzrosły oczekiwania zwykłego uczestnika konwentowego. To co jeszcze kilka lat temu uznawano za bogaty program, doskonałe warunki socjalne, dobrą obsługę i oprawę – w tej chwili pozwala na otrzymanie etykietki średniej lub ledwie dobrej imprezy. Jednocześnie ze wzrostem wymagań spadały ceny konwentów, gdyż w momencie, w którym odbywały się one praktycznie co tydzień, cena stała się z jednym z podstawowych sposobów przyciągnięcia do siebie konwentowiczów. Jednocześnie koszty wynajmu budynków i innych wydatków związanych z organizacją (druk, transport, materiały biurowe) poszły znacząco w górę. Konwenty stały się generalnie kosztownymi i ryzykownymi przedsięwzięciami.
Po trzecie – dokonała się znacząca wymiana pokoleniowa, która według mnie może się stać przyczyną radykalnego zmniejszenia się liczby konwentów. Nie mówię tu o ciągłej wymianie starszego fandomu, na młodszy, gdyż ta dokonywała się w sposób ciągły od lat i raczej wychodziła na dobre, zasilając środowisko w młodych i pełnych twórczego zapału członków. Myślę tu o raczej o wymianie ludzi z tych żyjących w świecie realnym, na tych żyjących w Internecie. W chwili obecnej większość projektów umiera w momencie obowiązkowego założenia im tajnego forum, na którym zaczynają się toczyć długie i bezowocne dyskusje. Wszyscy organizatorzy czują się w tym momencie spełnienia tym, że udowodnili tą lub tamta rację pozostałym, a sam konwent obumiera. Dodatkowo praktycznie całość energii młodego fandomu wykorzystywana jest do prowadzenia dyskusji na internetowych portalach, rozmowach na Gadu-Gadu i tym podobnych. To dobrze nie rokuje dla konwentów.
Jest jeszcze czwarty powód – o którym można wspomnieć w charakterze ciekawostki. Otóż na słynnym warszawskim Polconie w roku 2007 pewna znana w fandomie osoba rzuciła na społeczność konwentową klątwę, stwierdzając że „niewielkie imprezy tak rzeczywiście wyrządzają tylko szkody i nie pozwalają się wybić ogólnopolskim megakonwentom – a przeto muszą zginąć”. Widać, powoli klątwa zaczyna działać.
W obecnej chwili trudno przewidzieć przyszłość konwentowej sceny. Jednym z przewidywanych scenariuszy, który w sumie powoli zaczął się realizować, to stałe zmieszczenie się liczby imprez wraz z zwiększeniem się ilości ich gości. Ma on swoje dobre i złe strony. Organizacja staje się mniej ryzykowna, a dodatkowe zyski pozwalają na rozwinięcie skrzydeł. Nie wszystkie konwenty są jednak przygotowane na przyjecie dodatkowych uczestników, a oni sami nie zawsze muszą czuć się dobrze z tym, że zwiększa się średnia odległość jaką muszą przebyć w drodzę na imprezę (a z tym koszty). Przede wszystkim znika możliwość wyboru.
Drugą możliwością jest po prostu spadek liczby konwentów, bez wzrostu liczby ich uczestników i ich wielkości. Nie trudno sobie wyobrazić taki pesymistyczny scenariusz, będąc bombardowanymi medialnymi zapowiedziami wszechobecnego kryzysu i innymi pesymistycznymi zapowiedziami. Osobiście mam nadzieję, że pozostaną one tylko na nagłówkach gazet i czołówkach wiadomości telewizyjnych lub ewentualnie spowodują spadek cen wynajmu lokali pod imprezy.
Czas pokaże, jak będzie naprawdę.
Zauważ Borg, że młodzi ludzie boją się zorganizować konwent, ponieważ wiąże się to z zainwestowaniem nie małej kasy i poświęceniem ogromnej ilości czasu a nikt nie obieca, że wszystko się zwróci z nawiązką i wypali.
Niestety dużo spostrzeżeń jest prawdą…
Za rok, dwa pewnie będziemy wiedzieć jaką tendencje przyjmie fandom.
@Sir Jedi:
Wspomniałem o tym w drugim punkcie – konwenty teraz to ryzykowne przedsięwzięcia. Ze własnych doświadczeń wiem, że w roku 2005 na zrobienie konwentu wystaczyło zebrać od orgów trochę kasy, a całkowity budżet w wysokości 3 tyś był realnym, teraz taka suma nie wystarczy nawet na przysłowiowe „waciki”.
Konwenty umierają, niema tutaj wielkiego odkrycia, powody są znany, tylko czy jest nad czym się tutaj żalić?
Wszystkie nigdy nie wymrą.
Ja bym jeszcze szukał samego źródła problemu w polskim fundomie, a raczej nie tyle fundomie, co internecie, moim zdaniem internet rozwala konwenty :) (Co zostało już zaznaczone w poście, ale trzeba to było podkreślić lub napisać drukowanymi)
Internet nie jest złem. Czemu mnie nie było na organizowanym przez Ciebie Coolkonie, a w tym roku na Bace i Niuconie? Jestem nastawiony głównie na fakty historyczne i D&D, jako że obecnie nie gram w inne systemy (nie jest mi szkoda. Nie ma to jak wieloletnia kampania).
Niedawno, gdy szedł Niucon przeglądałem z uwaga jego program tym bardziej, że kilku moich znajomych się wybierało. W programie pojawiło się kilka prelekcji na temat D&D. Pojawia się pewien problem: Jeżeli mają dawać gwarancję jakości ludzie je prowadzący powinni być tacy, że w środowisku ktokolwiek o nich słyszał, gdzieś można ich znaleźć. I byli.
Jak dla mnie: Był: Zsu, redaktor naczelny dnd.polter.pl. I? I nic.
Jego prace, opinie, artykuły, wypowiedzi itd. mogę swobodnie przeczytać w necie, mam dostęp do podobnych źródeł co on, mam podobne doświadczenie w D&D. Po co miałbym tam iść?
I to jest problem. Po co iść na konwent, jeżeli można przeczytać w wybranym momencie wybrany artykuł wybranej osoby na wybrany temat?
Podsumowując: Konwent jest imprezą, ale dla prelekcji chodzenie na konwenty, przy wysokim nasyceniu internetu artykułami i informacjami jest mało opłacalne, a dla osób zainteresowanych tylko konkretnymi systemami wcale.
Takie jest moje zdanie. Właściwie, to jeżeli nie musiałbym płacić, poszedłbym na konwent tylko po to, by poznać kilka osób osobiście.
@Borg:
Znajdź np. 3-4 tegorocznych maturzystów, których stać na wyłożenie tysiąca „od łebka”. No właśnie. Nie ma kasy, nie ma nowych „młodych” konwentów, Informator Konwentowy jest pusty, jednym słowem zbliża się dzień sądu ostatecznego.
Zapomniałem dodać, że wysuwasz bardzo pesymistyczne wnioski. Zobacz na to z innej strony: przyjmijmy, że w 2009 i 2010 liczba konwentów ulegnie zmieszczeniu, a z „nowych” wróci jedynie toruński Zahcon. Jednak od 2011 zrobienie konwentu znów będzie wyzwaniem dla ambitnych, młodych ludzi, którzy zrobią konwent, żeby udowodnić Sobie i innym, że w czasach absolutnej posuchy i Polconu można zrobić fajną imprezę. Zobaczymy jak to wszyscy wyjdzie. Obyś był złym prorokiem Borg ;P
Nie sam Internet jest złem wcielonym, nie samo szybkie wyczerpanie się zasobów ludzkich w konwentowym boomie, nie sam wzrost kosztów, nie sam wzrost oczekiwań jest powodem aktualnego stanu rzeczy – bo przecież żadne z tych zjawisk nie nastąpiło jakoś nagle, a rok obecny nie różni się procentowo aż tak wiele w zmianach od lat ubiegłych. Sprawa jest złożona.
Każdy problem pojedyńczo, czy nawet kilka na raz jest do przeskoczenia. Jednak w chwili obecnej najwyraźniej dotarliśmy do jakiegoś momentu progowego, przez który organizatorzy najwyraźniej chwilowo nie moga przeskoczyć. Generalnie, jakby te wszytskie powody zsumować – można wygłosić zdanie: skończyli się ambitni i spełniający naprawdę swoje zapowiedzi, pracujący społecznie nad imprezami ludzie chcący zaryzykować swoimi pieniędzmi i zainwestować dużo czasu w tworzenie konwentów wiedząc, że za dużo podziękowań za pracę nie otrzymają.
Mam nadzieję, że sytuacja jest naprawdę chwilowa i szybko choć jedna z przyczyn zniknie i wrócimy na ścieżkę rozwoju. Niekoniecznie jednak wrócimy szybko do sytuacji poprzedniej. Nawet na pewno do niej nie wrócimy: sprawy takie jak wzrost wymagań konwentowiczów, zmiana mentalności ludzi – raczej się nie zmieną. Prędzej wykombinuje się nowe źródła finansowania (dotacje stają się w tej chwili prawie standardem wśród większych konów) i skonsoliduje się w większych imprezach ogólnie mniej liczne ludzkie środki (nim na scenie pojawią się nowi lub zregenerowani organizatorzy – bo pojawią się, choć nie byłbym pewien, czy w takiej liczbie, jak dotychczas). Tyle w najbliższym czasie, co będzie za dwa, trzy, cztery lata – trudno wyrokować. Może w roku 2011 rzeczywiście będziemy mieli dwie wielkie komercyjne imprezy i sporo małych amatorskich – ale to teraz tylko gdybanie.
Sam analizowałem zorganizowanie konwentu (nie samemu). W zeszłym roku stwierdziłem, że osoba bez dowodu będzie mogła hm.. średnio wyjść z taką inicjatywą, a nie znałem osóby ode mnei starszej, która mogłaby mnie wesprzeć. W tym roku matura uniemożliwia mi organizowanie go. W przyszłym? Najpier muszę na jakiś pójść. Powiedzmy, że czytałem i słyszałem sporo relacji z konwentów, ale to ne starczy przecie, więc kolejny rok znowu odpada prawdopodobnie, choć okres wymarzony, jeżeli by robić jesienią, ze względu na długie wakacje. Na pierwszym roku teżnie będę oraganizował, co nawyżej właśnie jesienią po nim.
Tylko, czy to naprawdę tak duzo pracy?
Tak. Zgodnie z tym co Borg stwierdził wymagania wzrosły i teraz jest z organizowaniem konwentu bardzo dużo roboty.
Odnośnie pieniędzy:
To nie jest moim zdaniem problem nie możości. Większość (przynajmniej w miastach) maturzystów ma choc tysiąc złotych (jeżeli nie jest rozrzutna) [osobiście jestem raczek oszczędny, choć mam wyjątkowo "oszczędnych" rodziców]. Te pieniądze mozna wyłożyć. Tyle, że to jest naprawdę dużo. Im większa konkurencja, tym większe ryzyko, że się nie zwróci, zaś dla osoby w moim wieku uzbieranie takiej kwoty to zwykle kwestia kilku lat (osobiście pierwszy tysiąc zbierałem chyba od 8 do 16 roku życia).
@Borg
„stary fandom” (z punktu widzenia roku 2005)
Stary fandom (z punktu widzenia roku 1995) prowadzi co najwyżej sklepy hobbystyczne w naszym pięknym mieście (Wrocławiu, ofc – sztuk 3). Mi się tam podoba – taki klimat pierwszej połowy lat 90-tych się robi (100 osób na Szedarce… ehh…). :D
Pozdro, Borg!
Jarl Frå Oslo
Hej, Borg. Pamiętasz mnie jeszcze? :)
Tu zamieściłem małą „polemikę”:
http://polter.pl/Siman,blog.html?5615
Oczywiście, pamiętam i to doskonale :)
Odnosnie Twojego wpisu na Polterze – nie informatyzacja, ale rzekłbym „wirtualizacja” fanodomu jest negatywnym zjawiskiem. No niech mi ktoś powie, że teraz większość fandomowej pary nie idzie w gwizdek w postaci pisania na forach i innych mediach – koniecznie publicznych (żeby się móc polansować wśród znajomych, nie tylko udowodnić cośtam konretnej osobie).
Nie marudzicie tylko wpadajcie na TDFy (www.tdf2008.pl), możemy nawet jakiś panel o przyszłości konwentów zainicjować. Zapraszam serdecznie kogoś do zorganizowania takiej pogadanki bo temat jest naprawdę ciekawy.
Chyba faktycznie konwenty umierają, ale w entuzjastyczno-fanowsko-koleżeńsko-kameralno-amatorskiej formie. Bo tak poza tym chyba mają się dobrze.
Napisałbym coś więcej, ale nie chcę marnować pary i się lansować ;).
Co do zmniejszania sie liczby imprez – ze 2 lata temu bym rozpaczal, a teraz raczej przychyle sie do stwierdzenia, ze to dobrze.
Po pierwsze dlatego, ze wreszcie pojawilo sie kilka naprawde solidnie robionych zlotow, wypasiony Polcon itd – wole pojechac na jeden konwent zrobiony z hukiem niz trzy male, na ktorych organizatorzy sami nie wiedza, co robia (zdarzalo sie).
Po drugie – male konwenty, zamiast znikac, maja teraz szanse na sprofilowanie sie. Jak na razie chyba jedyny w 100% tematyczny konwent to Tornado (pomijam falloutowe zloty militarystow ;)). Przydaloby sie jeszcze pare, wiec mniejsze inicjatywy, zamiast isc schematem konwentowym (ipreza dla wszystkich) moga sprobowac postawic na wezsze grono uczestnikow, ale silniej zwiazanych z konkretnym tematem/tytulem. Pytanie tylko, czy frekwencja wystarczy, by wyjsc na zero.
@ Seji – małe konwenty nie sprofilują się. Raczej mają szanse na wybicie się właśnie teraz, kiedy głód na konwenty jest, a imprez coraz mniej…